sobota, 11 lipca 2020

POKRĘCONE LATO











Pełnia lata. Krótkie i niezbyt słoneczne.
Szkoda, że u nas nie trwa wiecznie,
i tylko czasem bywa bajecznie.
Jedynie ledwo cztery miesiące,
bo jakoś Polski nie kocha słońce.
My zawsze, wszędzie na szarym końcu.
Wręcz nie chce świecić się u nas słońcu.

Lecz, mimo wszystko kwitną tu kwiaty,
przez całe lato, chociaż na raty.
Żółte, czerwone, amarantowe,
ze słońcem mają cichą umowę,
ledwo zakwitną, już umierają.
Też się nie widzi im w naszym kraju.

Rosną ziemniaki, rzepak i zboże,
ale kokosów nie chcesz dać Boże.
Lecz za to trawy mamy w nadmiarze,
pełno jej wszędzie, na każdym arze.
I deptać daje się od prawieków,
jak ty w tym kraju, biedny człowieku.

Lecz, wyjątkowo lubią go ptaki.
Mają to w nosie, że jest nijaki?
Wiem! Ptaki dobrze tutaj się czują,
bo jak rodacy wciąż pokrzykują,
bo lubią wolność i lato w maju,
no i wycieczki do ciepłych krajów.

Reasumując: lato w tym kraju
jest trochę, jakby było na haju.
Na przemian szare lub kolorowe,
czasem słoneczne, częściej deszczowe.
Może dlatego tak się „szprycuje”,
bo w kraju stale coś tam fiksuje.



piątek, 3 lipca 2020

U NAS TAK JEST














Cóż, u nas tak już jest
zwyczajnie, niezwyczajnie
co dzień życiowy test
normalnie, nienormalnie

tu na rozstajach dróg
przydrożne stoją świątki
pod strzechą mieszka Bóg
codzienne tlą się wątki

ranek nabiera barw
gdy chlebem pachnie chata
a potem w gąszczu spraw
dzień się z wieczorem splata

nocą opada kurz
na życiodajną ziemię
po dniu życiowych burz
gwiazd rój skrzy się na niebie

zmorzona wtedy snem
w objęciach Morfeusza
znów przed kolejnym dniem
odpocząć musi dusza…





niedziela, 21 czerwca 2020

Siedem żon



Włączyłam dzisiaj telewizor, trochę z nudów, bo na zewnątrz nieustająco pada deszcz. Akurat trafiłam na jakiś amerykański film. Mniejsza o tytuł i aktorów w nim występujących. Była to przygłupawa, amerykańska komedia, jakich w TV wiele. Jeden z aktorów mówił do drugiego, że uwielbia kobiety i tak w ogóle to chciałby mieć 7 żon!
Marzyło mu się, żeby co rano budzić się, a na stole w kuchni czekałoby go 7 rodzajów śniadań. W południe miałby do wyboru menu z 7. zestawami obiadowymi, na kolację, a jakże, też 7 różnych potraw. A on przebierałby, wybierał te najlepsze, i tak dalej. Między tym oczywiście byłyby jeszcze desery, piwka i cała gama przekąsek. Oczywiście też do wyboru.
Czysta abstrakcja, ale pomarzyć wolno! I koniecznie policzyć, ile to wszystko będzie go kosztować. Przecież nie jest szejkiem. Na tym nie koniec marzeń tego pana.
Wszystkie jego żony codziennie podsuwałyby mu czyste koszule, bieliznę, spodnie, a następnego dnia walczyły między sobą, która z nich ma je uprać.
A wieczorem…. Wieczorem mogłoby być ciekawie. Tyle że już to gdzieś widzieliśmy… W filmie „Och Karol!”. I dobrze wiemy, jak to się skończyło.
Panów czasem ponosi fantazja i my, kobiety, przywykłyśmy już do ich niekiedy nierealnych marzeń i niezrównoważonych pomysłów.

Dla odmiany pomyślałam sobie, co by to było, gdyby tak odwrócić sytuację. Jedna kobieta i 7 mężów? Od razu jednak porzuciłam ów niedorzeczny pomysł.
Bo pomyślcie, drogie Panie, czy któraś z Was chciałaby mieć 7. Facetów w domu? Podejrzewam, że żadna!
Codziennie przygotowywać im 7 rodzajów śniadań, bo przecież panowie na ogół są wybredni i każdy ma „swój smak”. Obiady? To dopiero byłby problem! Kolacje podobnie. No i zmywarki – koniecznie ze cztery!
Codziennie zbierać 7 par brudnych skarpet z podłogi? W żadnym wypadku! O bieliźnie nie wspomnę. W domu byłoby 7 telewizorów, bo przecież każdy byłby panem swojego pilota. Każdy też oglądałby inny program, głównie polityczny, przy czym w grę wchodziłyby różne opcje polityczne. Wyobrażacie sobie ich kłótnie z tego powodu? No chyba że akurat transmitowany byłby jakiś mecz.
O krzyżówki toczono by wojny, podobnie jak i o to, który z panów miałby wynieść śmieci.
Pod domem stałoby 7 samochodów, najczęściej tych z dolnej półki, w różnym stanie technicznym, często z włączoną na cały regulator muzyką. Z każdego oczywiście wydobywałby się inny rodzaj muzyki.
O tym, że toaleta byłaby najczęściej zajęta i chcąc z niej skorzystać, trzeba by pójść do sąsiadów, albo podjechać do miejskiego szaletu, wolę nie myśleć.
Jedyny plus tej sytuacji, jaki można by dostrzec to to, że każdy z panów przynosiłby do domu jakąś wypłatę. Mniejszą lub większą, ale zawsze to jakieś pieniądze. Chociaż nie… Szybko mogłoby się okazać, że panowie i tak przejedzą lub przepiją całą kasę, zatem żaden to plus.

Ponieważ jestem w wieku sześćdziesiąt plus, coraz częściej myślę o starości.
I tak sobie pomyślałam…
Czy rzeczywiście ów pan z tv chciałby mieć 7 starych, pomarszczonych, przygarbionych, nie trzymających moczu i narzekających na stare kości kobiet?
I czy któraś z pań chciałaby mieć na starość w domu 7. starych zgredów, skąpych, marudnych, wiecznie zmęczonych i schorowanych, kłócących się z własnym cieniem i swoją prostatą? Bardzo wątpię!
Wniosek z tego taki, że nawet w marzeniach trzeba wziąć pod uwagę wszystkie za i przeciw.

środa, 17 czerwca 2020

NA DZIEŃ DOBRY W DESZCZOWY DZIEŃ















Co ci powiedzieć mam na dzień dobry
oprócz słów kilku
niewyszukanych
czymże zaskoczyć cię o poranku
co od zarania
nieco zaspany

a może schwycić dżdżu kropel kilka
w me dłonie jeszcze
ciepłe od nocy
podmuchem wiatru otulić szyję
co wieje z rana
z całej swej mocy

może zapachem skusić cię kawy
lub filiżanką
dobrej herbaty
między słowami, co szybko giną
zmełłone w ustach
jak croissanty

może porannej szelest gazety
wyrwie z letargu
myśli przyćmione
co jak te okna deszczem spłakane
jeszcze nie wiedzą
w którą biec stronę

dzień dobry, miły, dzień pora zacząć
mimo że smutny
taki nijaki
nie miej mu za złe, że się nie spisał
być może zdąży
nadrobić braki







poniedziałek, 8 czerwca 2020

ROZMOWA Z NIEBEM















Za siódmą chmurą
błękitu milą
za myśli górą
i życia chwilą
jest wielka otchłań
jak czarna dziura
wciąga tak samo
choć mniej ponura

giną w niej słowa
i zapytania
na próżno co dnia
moje starania
chociaż niebieska
NIEBEM nazwana
nie odpowiada
na me pytania

a tak chciałabym
czasem porady
lecz NIEBO milczy
tak dla zasady(?)
stąd wątpliwości
że tam w błękicie
ze wszech miar czeka
nas boskie życie…



piątek, 5 czerwca 2020

ZAŚPIEWAM CI, LOSIE, PIOSENKĘ













Pozostało gdzieś w tyle chwil tyle
za nami
przed oczami cień nocy
wspomnienie dnia
myśli schodzą lawiną i giną
po prostu
rozpędzona machina
w nieznane gna
jutro spojrzysz mi w oczy, zaskoczysz
jak zawsze
zmącisz spokój mej duszy
ot, taka gra
wisieć będziesz nade mną, przede mną
codziennie
nie wiadomo jak długo
i co mi dasz
zbierzesz losie jak zwykle pokłosie
swej pracy
możliwie ile się da
i tak to trwa
la, la, la,
i tak to trwa
la, la, la…
Zaśpiewam ci, losie, piosenkę
a ty chwyć mnie do tańca pod rękę
zatańczymy ze sobą walczyka
tylko, losie, mi znowu nie fikaj
la, la, la,
niech tak to trwa
la, la, la,
nich tak to trwa


Z BUKIETEM MAKÓW













Szukała maków wśród łanów zboża
pośród złotawych kłosów żyta,
błądząc pomiędzy jak dziewka hoża,
wiejskim odzieniem skromnie okryta.

Chyląc na boki żółtawe kłosy,
stąpała wolno, niepostrzeżenie,
płonęły w słońcu jej rude włosy,
czerwonych maków ucieleśnienie.

Płomienny bukiet, wcale niemały,
trzymała w swojej niebawem dłoni,
wśród rudych włosów nieco rozwianych,
jeden zatknęła tuż na swej skroni.

Zaiste widok był ci to miły,
panna wśród zboża z bukietem maków,
ruda jak mak, co ją zdobiły,
wśród łanów żyta i śpiewu ptaków.

Sunęła wolno, niemalże płynąc,
w bezkresnej zboża złotej otchłani,
dojrzałe kłosy przed sobą chyląc,
wielce dostojna makowa pani.

Strojna jak wiosna w makowe kwiaty,
z dumą na bukiet swój spoglądała,
w kolor czerwieni tak przebogaty,
jakby od losu prezent dostała.

I tylko malarz, może przygodny,
uchwycić zdołałby na swym płótnie,
zachwyt dziewczyny, umysł pogodny,
i jeszcze oczy jej bałamutne.