Zdjęcie: Pixabay
Był
zły, że życie go nie rozpieszcza,
dlatego
wziął się za tyłek wieszcza.
No i
rozpostarł nad nim swe macki,
złośliwy
krytyk literacki.
Dziwił
się autor, dziwił czytelnik,
czegóż
od niego chciał stary piernik?
A jemu
tylko o to chodziło,
żeby to
o nim najgłośniej było.
Sam nie
napisał w życiu powieści,
ale
recenzji sporo umieścił
na
szpaltach gazet i w telewizji,
i
jeszcze żądał za to prowizji.
Czepiał
się treści, czepiał się formy,
miał
swoje wizje i swoje normy.
Któż
lepiej mógł to od niego wiedzieć,
co w
tekście autor chciał nam powiedzieć?
Choć autor włożył pracy niemało,
by
czytelnikom się podobało,
potrafił
zniszczyć jego lekturę,
a, i
pomału, całą kulturę.
Krytycznym
okiem patrzył na wszystko,
jak
jakieś wielkie jaśnie panisko,
lecz
przypominał mi pasożyta,
co dołki
drążył koło koryta.
Koniecznie
musiał się czymś posilić,
ale nie
chciało mu się wysilić,
więc
bez wysiłku wyciągnął macki
zasr... krytyk literacki!
Tak to
na pracy wieszcza żerował,
i miał
się dobrze, jak święta krowa.
***
Pasożytując
na czyjejś pracy,
żyją
krytycy, zwykli cwaniacy.




