niedziela, 23 marca 2025

PRZYDROŻNY ŚWIĄTEK










Zdjęcie: Pixabay

Stoi przy drodze świątek zmurszały,
kurzem go okrył miniony czas,
zacne matrony hołd mu składały,
te, których dawno nie ma wśród nas.
Klękali przed nim butni panowie,
dziatwa odziana w zgrzebne koszule,
panny dorodne w wiankach na głowie,
kawalerowie hardzi jak króle.

Mijały wieki i pokolenia,
jego świetności czas dawno minął,
świat jest już inny i wciąż się zmienia,
kult przydrożnego świątka zaginął.
Nie tonie w kwiatach, stoi dziś goło,
woskowa świeca przed nim nie płonie,
a naokoło, nie wiejskie sioło,
lecz nowoczesność, co wszystko chłonie.

Stoi tak smętny i opuszczony,
niczyich oczu już nie zadziwia,
pędzi przed siebie świat jak szalony,
nikt się już nad nim dziś nie roztkliwia.
I tylko czasem, w przypływie chwili,
ktoś może zerknie okiem znudzonym,
w stronę, gdzie dawniej modły wznosili,
ludzie żyjący w świecie minionym.



ZAWRÓĆ MINIONY CZASIE

 











Zdjęcie: Pixabay

Zawróć pędząca godzino
chwilo zatracona w pośpiechu
wróć dniu wschodzący brzaskiem słońca
nocy pławiąca się w grzechu

zawróć rozpędzony czasie
po bezdrożach i morzach świata
otul ciepłym oddechem wiosny
pajęczyną babiego lata

powróćcie dni utracone
uśpione maga skinieniem
w permanentnych konwulsjach myśli
zaklęte w ludzkie milczenie

zwolnij pędząca godzino
tryba rozpędzonej machiny
zatrzymaj w niej chwile szczęśliwe
wymarz smutek i żale, i winy


wtorek, 4 marca 2025

BYLE DO WIOSNY

 















Zdjęcie: Pixabay


Znużony zimą, zmęczony chłodem,
pragnął od dawna lepszej pogody.
W głowie już prawie kwiatki mu rosły,
a tu jak nie ma, tak nie ma wiosny.

Tęsknił więc stale za ciepłym majem,
co zmiękcza serca, miłość rozdaje.
Kobitka jakaś by się przydała,
co by do pionu Stracha trzymała.

Razu jednego szły dzieci drogą
i niosły kukłę, jak on, ubogą.
Dawno już wyrok na nią wydały,
w rzece utopić ją zamierzały.

Rozpacz w jej oczach dostrzegł nasz Strach,
więc na ratunek rzucił się, ach!
Trochę się z dziećmi musiał targować,
by ostatecznie ją uratować.

Przywlókł na pole słomianą lalę,
co się skończyło niemal skandalem.
Zgorszeni byli tym gospodarze,
dysputy wiodąc przy piwku w barze.

Ni to rozwódka, wdowa, ni panna,
lecz całkiem spoko, zwie się Marzanna.
I choć na polu wciąż jeszcze chłodno,
jemu gorąco...
wreszcie kobitę ma siebie godną.