Budzi mnie
co dzień niepewność jutra
sen niedośniony jawą się staje
a rzeczywistość nader okrutna
nijak do marzeń mych znów przystaje
zegar odmierza godziny strachu
minuty złudzeń, sekundy szczęścia
niezrozumiały świat się wydaje
wciąż tylko schody, trudne podejścia
wieczorem wtulam zmęczoną głowę
w miękki aksamit ciemnego nieba
złotawy księżyc na nieboskłonie
mruży powieki i cicho ziewa
u mego łóżka schodzą się wróżki
każda z nich pyta, czego mi trzeba
proszę o zdrowie, miłość i przyjaźń
pokój na ziemi i kromkę chleba
nie obiecują, że je otrzymam
mgłę wątpliwości w krąg roztaczając
nie mam pretensji, cóż, na tym świecie
nie tylko one karty rozdają
sen niedośniony jawą się staje
a rzeczywistość nader okrutna
nijak do marzeń mych znów przystaje
zegar odmierza godziny strachu
minuty złudzeń, sekundy szczęścia
niezrozumiały świat się wydaje
wciąż tylko schody, trudne podejścia
wieczorem wtulam zmęczoną głowę
w miękki aksamit ciemnego nieba
złotawy księżyc na nieboskłonie
mruży powieki i cicho ziewa
u mego łóżka schodzą się wróżki
każda z nich pyta, czego mi trzeba
proszę o zdrowie, miłość i przyjaźń
pokój na ziemi i kromkę chleba
nie obiecują, że je otrzymam
mgłę wątpliwości w krąg roztaczając
nie mam pretensji, cóż, na tym świecie
nie tylko one karty rozdają
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz