Zdjęcie: Pixabay
Znużony
zimą, zmęczony chłodem,
pragnął od dawna lepszej pogody.
W
głowie już prawie kwiatki mu rosły,
a tu jak nie ma, tak nie ma
wiosny.
Tęsknił więc stale za ciepłym majem,
co
zmiękcza serca, miłość rozdaje.
Kobitka jakaś by się
przydała,
co by do pionu Stracha trzymała.
Razu jednego
szły dzieci drogą
i niosły kukłę, jak on, ubogą.
Dawno
już wyrok na nią wydały,
w rzece utopić ją
zamierzały.
Rozpacz w jej oczach dostrzegł nasz Strach,
więc
na ratunek rzucił się, ach!
Trochę się z dziećmi musiał
targować,
by ostatecznie ją uratować.
Przywlókł na
pole słomianą lalę,
co się skończyło niemal
skandalem.
Zgorszeni byli tym gospodarze,
dysputy wiodąc przy
piwku w barze.
Ni to rozwódka, wdowa, ni panna,
lecz
całkiem spoko, zwie się Marzanna.
I choć na polu wciąż
jeszcze chłodno,
jemu gorąco...
wreszcie kobitę ma siebie godną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz